Truth is stranger than fiction. Just when I think I've seen everything, I'm proven wrong. We Need Health-care reform. We NEED a government run public option. I'm the son of a Former CIA Agent's. I've witnessed my father get shot. I was an armed guard, sitting up nights & watching over my dad; AT THE AGE OF 8. Truth is stranger than fiction. Just when I think I've seen everything, I'm proven wrong. We Need Health-care reform. We NEED a government run public option. I'm the son of a Former CIA Agent's. I've witnessed my father get shot. I was an armed guard, sitting up nights & watching over my dad; AT THE AGE OF 8.
Tuesday September 7th 2010

Dar od Polonii “zbyt luksusowy” dla polskich żołnierzy!

Sprawa z kategorii “śmiać się czy płakać” w skrócie wygląda tak: pewien dobrego serca polonus chciał uradować polskich żołnierzy w Afganistanie. Jednak zdaniem polskich władz, żołnierze na radość nie zasługują.

Pan Borys Korczak-Sielicki z Waszyngtonu opisał swe perypetie w liście do “Nie”. Otóż syn jego Robert wpadł na osobliwy pomysł uczczenia śmierci swego dziadka w walce z hitlerowską nawałą, dnia 9 września roku 1939.

Zamiast stawiać ławeczkę, wkręcić tablicę lub zorganizować jakieś pijaństwo, rozpoczął akcję zbierania cygar dla polskich żołnierzy stacjonujących w Afganistanie.

Pomysł bardzo amerykański, gdyż w USA, jak zademonstrował prezydent Clinton, cygara się pali i nie tylko, zaś wysyłanie ich w prezencie żołnierzom walczącym za granicą to taka tradycja.

Wszelako przeszczepianie obcych, choćby chwalebnych, tradycji na kamienistą polską glebę jest czynem ryzykownym, i pan Robert przekonał się o tym boleśnie.

Z zebraniem cygar nie było problemu. Internetowe forum miłośników cygar “Club Stogie”, do którego pan Robert należy, ofiarnymi rękami członków uskładało ich ponad tysiąc. Schody zaczęły się, gdy pan Robert wszedł w kontakt z polską rzeczywistością.

Nasz bohater drogą mailową zapytał po polsku attachat wojskowy przy polskiej ambasadzie w Waszyngtonie, w jaki sposób pudełka z cygarami da się dostarczyć żołnierzom.

Po dwóch tygodniach nadeszła odpowiedź. Jakiś pan major pisał po angielsku, że najlepiej wysłać je do Afganistanu… pocztą, pod załączony adres, a tam już oficer logistyczny porozdaje.

Pana Roberta, ostatecznie człowieka urodzonego w USA, taka odpowiedź wprawiła w osłupienie. Wiedział skądinąd, że amerykańskie władze wojskowe odbierają podobne prezenty z honorami, a następnie swoimi kanałami dostarczają je na miejsce. Tu zaś – totalne zrób to sam. Bo mnie się, tego tamtego, nie chce.

Sprawę wziął więc w swoje ręce pan Borys, jako urodzony w Polsce. Mianowicie zadzwonił do pana konsula. Pan konsul bardzo się ucieszył i wyraził nadzieję, że taka akcja mogłaby przynieść Polsce nieco reklamy w prasie amerykańskiej.

Która o Polsce nie pisze. Pan konsul obiecał, że sprawę omówi z attache wojskowym ambasady, czyli zwierzchnikiem pana majora. Który radził skorzystać z usług poczty.

Było to w lutym. Cygara zaś miały być prezentem na Boże Narodzenie.

Kilka dni temu, wobec braku reakcji ze strony ambasady, pan Borys mailowo powiadomił pana konsula, że wobec owego braku reakcji owszem opowie całą historię prasie – ale polskiej. Odpowiedź była tyleż natychmiastowa, co kuriozalna.

Biorąc pod uwagę, wydaje się, zbyt luksusowy charakter darowizny, w porozumieniu z wojskiem chcielibyśmy zasugerować możliwość sprzedaży – zlicytowania cygar i zakupu rzeczy bardziej praktycznych.

Prawda – w polskich kontyngentach notorycznie brakuje gaci, mydła, pasty do zębów i papieru toaletowego. Ale może niekoniecznie trzeba się tym chwalić za granicą, i robić z polskich żołnierzy dziadów.

Zresztą, dopóki wojsko mogło łyknąć cygara po cichu, by je jakiś oficerek “rozdał”, nie było problemu. Problem pojawił się, gdy nasza dzielna władza miała osobiście ruszyć zwłoki i czegoś dokonać.

Zaś pan Borys, polonus o dobrym sercu, kończy swój list z goryczą.

Zbyt luksusowy charakter darowizny… Racja. Po jaką cholerę dawać naszym żołnierzom coś luksusowego.

I po jaką cholerę w ogóle się w tym dziadostwie starać, szanowny panie Borysie.

Leave a Reply