Sprawa z kategorii “?mia? si? czy p?aka?” w skrócie wygl?da tak: pewien dobrego serca polonus chcia? uradowa? polskich ?o?nierzy w Afganistanie. Jednak zdaniem polskich w?adz, ?o?nierze na rado?? nie zas?uguj?.
Pan Borys Korczak-Sielicki z Waszyngtonu opisa? swe perypetie w li?cie do “Nie”. Otó? syn jego Robert wpad? na osobliwy pomys? uczczenia ?mierci swego dziadka w walce z hitlerowsk? nawa??, dnia 9 wrze?nia roku 1939.
Zamiast stawia? ?aweczk?, wkr?ci? tablic? lub zorganizowa? jakie? pija?stwo, rozpocz?? akcj? zbierania cygar dla polskich ?o?nierzy stacjonuj?cych w Afganistanie.
Pomys? bardzo ameryka?ski, gdy? w USA, jak zademonstrowa? prezydent Clinton, cygara si? pali i nie tylko, za? wysy?anie ich w prezencie ?o?nierzom walcz?cym za granic? to taka tradycja.
Wszelako przeszczepianie obcych, cho?by chwalebnych, tradycji na kamienist? polsk? gleb? jest czynem ryzykownym, i pan Robert przekona? si? o tym bole?nie.
Z zebraniem cygar nie by?o problemu. Internetowe forum mi?o?ników cygar “Club Stogie”, do którego pan Robert nale?y, ofiarnymi r?kami cz?onków usk?ada?o ich ponad tysi?c. Schody zacz??y si?, gdy pan Robert wszed? w kontakt z polsk? rzeczywisto?ci?.
Nasz bohater drog? mailow? zapyta? po polsku attachat wojskowy przy polskiej ambasadzie w Waszyngtonie, w jaki sposób pude?ka z cygarami da si? dostarczy? ?o?nierzom.
Po dwóch tygodniach nadesz?a odpowied?. Jaki? pan major pisa? po angielsku, ?e najlepiej wys?a? je do Afganistanu… poczt?, pod za??czony adres, a tam ju? oficer logistyczny porozdaje.
Pana Roberta, ostatecznie cz?owieka urodzonego w USA, taka odpowied? wprawi?a w os?upienie. Wiedzia? sk?din?d, ?e ameryka?skie w?adze wojskowe odbieraj? podobne prezenty z honorami, a nast?pnie swoimi kana?ami dostarczaj? je na miejsce. Tu za? – totalne zrób to sam. Bo mnie si?, tego tamtego, nie chce.
Spraw? wzi?? wi?c w swoje r?ce pan Borys, jako urodzony w Polsce. Mianowicie zadzwoni? do pana konsula. Pan konsul bardzo si? ucieszy? i wyrazi? nadziej?, ?e taka akcja mog?aby przynie?? Polsce nieco reklamy w prasie ameryka?skiej.
Która o Polsce nie pisze. Pan konsul obieca?, ?e spraw? omówi z attache wojskowym ambasady, czyli zwierzchnikiem pana majora. Który radzi? skorzysta? z us?ug poczty.
By?o to w lutym. Cygara za? mia?y by? prezentem na Bo?e Narodzenie.
Kilka dni temu, wobec braku reakcji ze strony ambasady, pan Borys mailowo powiadomi? pana konsula, ?e wobec owego braku reakcji owszem opowie ca?? histori? prasie – ale polskiej. Odpowied? by?a tyle? natychmiastowa, co kuriozalna.
Bior?c pod uwag?, wydaje si?, zbyt luksusowy charakter darowizny, w porozumieniu z wojskiem chcieliby?my zasugerowa? mo?liwo?? sprzeda?y – zlicytowania cygar i zakupu rzeczy bardziej praktycznych.
Prawda – w polskich kontyngentach notorycznie brakuje gaci, myd?a, pasty do z?bów i papieru toaletowego. Ale mo?e niekoniecznie trzeba si? tym chwali? za granic?, i robi? z polskich ?o?nierzy dziadów.
Zreszt?, dopóki wojsko mog?o ?ykn?? cygara po cichu, by je jaki? oficerek “rozda?”, nie by?o problemu. Problem pojawi? si?, gdy nasza dzielna w?adza mia?a osobi?cie ruszy? zw?oki i czego? dokona?.
Za? pan Borys, polonus o dobrym sercu, ko?czy swój list z gorycz?.
Zbyt luksusowy charakter darowizny… Racja. Po jak? choler? dawa? naszym ?o?nierzom co? luksusowego.
I po jak? choler? w ogóle si? w tym dziadostwie stara?, szanowny panie Borysie.
